piszę o sztuce, pokazuję sztukę, trochę swoją, trochę cudzą, znaną i mniej znaną


Warto też zajrzeć tu:
malarstwo Anny Maciąg



O autorze:
Seweryn Lipiński, tu i ówdzie znany także jako kratke.
Zajmuję się wieloma rzeczami, pośród których malarstwo, uprawiane tak czynnie jak i biernie, zajmuje ważne miejsce.
Na blogu umieszczam wyłącznie autorskie teksty o sztuce, mam nadzieję że czytanie ich sprawi Wam przyjemność, zainspiruje... Być może coś więcej.

Moje obrazy można oglądać też tu:
mój variart czyli galeria


RSS
czwartek, 21 lipca 2016

Było trio pierwsze, z 2007,
jest i drugie, z 2008:)

Portret kwiatu VIISeweryn Lipiński - Portret kwiatu VII; 2008; 22.5x32.5; pastel, papier

Portret kwiatu VIII
Seweryn Lipiński - Portret kwiatu VIII; 2008; 22.5x32.5; pastel, papier

Portret kwiatu IX
Seweryn Lipiński - Portret kwiatu IX; 2008; 22.5x32.5; pastel, papier

15:22, seweryn.lipinski
Link Komentarze (3) »
środa, 06 lipca 2016

Matka z dzieckiem. Temat niby prosty... A jednak jeden z najtrudniejszych do pokazania. Bo przecież... Jak namalować temat tak nasycony emocjami, by nie wyszło banalnie, ckliwie... Bez wyrazu.

W czym tajemnica?

Chyba w tym, by malować subtelnie, dać matce należną jej intymność, by było tam miejsce i dla niej, i dla dziecka... Nie dla widza, bo ten powinien czuć więź między tamtą parą, chłonąć atmosferę... A sam... Może nawet powinien poczuć się trochę intruzem? W takim obrazie nie trzeba efektów, bo w macierzyństwie moc jest taka, że każdy wyda się wymuszonym, tanim oraz niepotrzebnym i zaniknie w obliczu takiego tematu.

A gdy artysta to zrozumie...

Wtedy właśnie zadziała spojrzenie i naturalność karmiącej Matki, niewymuszenie gestu, nieszukanie pozy. A obraz... Obraz stanowi jedynie ramę, w którą wbudowana jest sytuacja i w tym cała jego siła. I dlatego Wyspiański używa tak ograniczonej, ale jakże trafionej gamy. I piękny ten błękit, a szarość w zestawieniu ze skórą srebrem się staje.

Wyspiański MacierzyństwoStanisław Wyspiański - Macierzyństwo

I takie samo spojrzenie u Picassa, i też błękit, i też skóra... Tyle, że zamiast szarości zwiewne róże. Obraz inny całkiem, tak różne te kobiety, lecz mimo, że tak inne te dłonie, bo u Wyspiańskiego mocne, pewne, a u Picassa smukłe, delikatne, to takie same w tym dotyku jest uczucie.

Picasso Macierzyństwo
Pablo Picasso - Macierzyństwo

Matka potrzebuje oddechu, swojej przestrzeni, którą tak pięknie widać w kolejnym obrazie, gdzie arabeskowo wijące się linie jakby kreują dla niej i dziecka oddzielną rzeczywistość. Nieodparty urok tego obrazu tkwi znów w naturalności sytuacji, niewymuszeniu. Ona odwrócona tyłem, i ta wstążka, niesforny kosmyk włosów, czarujące są te szczegóły... Zaduma, myśl, czas stojący w miejscu. A kolor znów w ograniczonej palecie, szlachetny, bo szarość tła, skóra, nieśmiało pobłyskująca żółciami i błękitami pościel... Więcej nie trzeba.

Anna Maciąg Letnie przesilenie
Anna Maciąg - Letnie przesilenie (Wiosna - Lato)

poniedziałek, 06 czerwca 2016

Wakacje tuż tuż, myśli wokół wyjazdów krążą... Mnie osobiście od zawsze, widokowo, wędrówkowo, najbardziej pociągają góry. I w tym roku na południe się bez wątpienia wyprawię, dlatego też i tu góry pastelowe.

Alpy konkretnie, w których co prawda nigdy nie byłem, a i na razie się nie wybieram, co nie zmienia faktu, że... Zmalować ich nikt mi nie zabroni;)

szwajcaria kratke góry
Seweryn Lipiński - Alpejski; 2016; 24x32; pastel, papier

20:37, seweryn.lipinski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 maja 2016

Seweryn Lipiński

Obudzony, mrużę oczy, chłonąc słońce wschodzące nad Barbakanem. Czyste, błękitno-cytrynowe piękno chłodem wiejące. I cisza absolutna, lotem ptaków bezgłośnym niezmącona.

Niby niedbałe, mocne, widoczne pociągnięcia pędzla, a jak lekki efekt… Jasna żółć słońca, błękit spływający w delikatny mroźny róż i jeszcze tylko pierwszoplanowy cień i czerń skrzydeł, blask kontrastujące… Więcej nie trzeba.

Poranne słońce nad BarbakanemPoranne słońce nad Barbakanem

Gdy Wojciech Weiss maluje światło, maluje je bezkompromisowo. Ostatecznie. Nieważne, czy wschodzi ono nad dachami Krakowa, odbija się w morskich falach, czy wśród pól przytłacza upałem.

Nie dajmy się oszukać powierzchownemu wrażeniu wspomnianej niedbałości. Te obrazy są precyzyjne, ale ta precyzja nie dotyczy samego pejzażu, miasta, pola, bo nie one są tu tematem. Tu panuje słońce. A o nim wiemy wszystko. I to ono wydobywa z obrazu każdy szczegół. Nie potrzebujemy tu dosłowności czy precyzji pędzla, i bez nich widzimy, jakie te chmury, że zboże jeszcze nie dojrzało, że wiatr i że skwar…

Pejzaż z Kalwarii ZebrzydowskiejPejzaż z Kalwarii Zebrzydowskiej

To światło, nawet rozproszone na pajęczynie, do granic wybielone, nadal zachwyca feerią barw. Taki obraz, to w istocie, jak pisał sam Weiss, zrealizowany list miłosny. I tak samo szczery, bo w tych pejzażach nie ma miejsca na wyrachowanie.

Każdy temat jest tu tak samo świetlisty, tak samo lekki jest podmuch wiatru nad łanem zboża, jak lekka jest kropla rosy na pajęczynie, tak samo jasna jest słona przestrzeń morza, jak jasny jest powiew mrozu nad miastem.

PajęczynaPajęczyna

Pejzaże Weissa, może poza munchowskim „Promiennym zachodem słońca”, który, nawiasem mówiąc, średnio mi się podoba, nie należą do jego najbardziej znanych obrazów. No cóż, nie wątpię, że niełatwo wyrwać się z konwulsyjnych weissowskich przedstawień, z tańca czy opętania, tym trudniej pod wpływem hipnotyzującego spojrzenia jednego czy drugiego demona. O aktach, gdzie często światło na skórze modelek tańczy i skrzy się równie pięknie jak w pokazanych tu pejzażach, nie trzeba nawet wspominać…

Ja jednak zachęcam, by i tym mniej oczywistym obrazom Weissa więcej czasu poświęcić, by tak jak i mnie na zawsze swój powidok na siatkówce zostawiły.

Plaża w Jastrzębiej GórzePlaża w Jastrzębiej Górze

czwartek, 28 kwietnia 2016

I czas na dialog drugi, techniki pozostały, ale kolejność odwrócona, więc tym razem od akrylu...

Anna Maciąg Nokturn
Anna Maciąg - Nokturn - Do życia; 2015; 35x35; akryl, płótno

Do pasteli.

Seweryn Lipiński Nokturn
Seweryn Lipiński - Nokturn inspirowany; 2015; 40x30; pastel, papier

Oba z tej samej nocy.
Oba z innego dnia.
Oba z ciemności do życia.

wtorek, 29 marca 2016

Dialog pierwszy, czyli od pasteli...

Brama Seweryn
Seweryn Lipiński - Brama; 2015; 30x40; pastel, papier

Do akrylu.

Brama Ania 
Anna Maciąg - Brama (Portas do Sol); 2015; 40x50; akryl, płótno 

Ta sama, inna.
Tak samo, inaczej.
Pierwsza kreską, drugą fakturą szarpana.
W pierwszej błękity jasne, nad drugą chmur ciemnica.
Jedna różem lekka, chwiejna nieco, ta druga stabilna i na zawsze.
W obu czerwień pożaru słońca.
Pastel i akryl.
Papier i płótno.
Którą wybierasz, przez którą przejdziesz?

czwartek, 25 lutego 2016

Siadam,
maluję,
moment i są.

Jedne ciche i spokojem dolin spod nieba groźnego granatu tchnące.

Góry raz
Seweryn Lipiński - Góry raz; 2015; 30x40; pastel, papier

A drugie nieokiełznane i Tetmajerem „ciemnozielone w mgle złocistej”.

Góry dwa
Seweryn Lipiński - Góry dwa; 2015; 40x30; pastel, papier

Czysta forma, ręka bez ograniczeń papier tnąca, instynktem wiedziona kreska za kreską.

I koniec i spokój paradoksalny.

20:52, seweryn.lipinski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 31 stycznia 2016

drzewa inaczej kratkeSeweryn Lipiński - Drzewa inaczej; 2008; 50x70; akryl, karton

20:36, seweryn.lipinski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 grudnia 2015

Szupti  jest koniem pastelowym, a jego wyjątkowość polega na tym, że choć na każdym z czterech portretów innym się zdaje, to tym samym wciąż jest.

Szupti I

Szupti II

Szupti III

Szupti IV
Seweryn Lipiński - Szupti I-IV; 2015; 20x25; pastel, papier

12:42, seweryn.lipinski
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 listopada 2015

Seweryn Lipiński

„Dachy” Andrzeja Wróblewskiego. Niepozorny pejzaż miejski. Odkryty przy okazji niedawnej wystawy w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Recto/Verso - Awers/Rewers.

Dachy Andrzej Wróblewski

Jak zadziałałby ten obraz pokazany klasycznie? Oprawiony, a nie wyglądający zza blejtramu, przysłonięty pionową listwą i bez napisu tytułującego to, co po drugiej stronie płótna? Nie wiem. Nie wiem też na przykład, jak lata ukrycia wpłynęły na jego kolory. Ale wiem jedno – jakikolwiek nie był dawniej, teraz zachwyca mnie takim jaki jest i fascynuje swymi szlachetnie wyblakłymi żółciami i błękitami oraz urzeka tchnącym zeń spokojem i prostotą.

A zachwyca tym bardziej w kontekście klimatu przytłaczającej większości twórczości Wróblewskiego, która tak często jest przygnębiająca, brutalna, naturalistyczna. I nie jest wcale tak, że ona na mnie nie działa, bo działa, tyle że inaczej.

Może właśnie dlatego w tym zestawieniu potrzebuję kontrapunktu. Spokoju i czegoś… Po prostu. I chyba dlatego właśnie kilkanaście lat temu zakochałem się w tuszowych Tatrach Wróblewskiego, i dlatego też kilka miesięcy temu tak trafiły mnie te dachy. Mimo że ten obraz faktycznie jest trochę po prostu. Ale czasem o to właśnie chodzi. O malarstwo bez symbolu, bez tła, bez zobowiązań. O obraz sam w sobie. O te kilka plam, kresek, uderzających, zachwycających. W pierwszej sekundzie kontaktu. O ten moment, który sprawia, że po prostu wiesz.

A wtedy nawet ta nieszczęsna listwa jest jakby na właściwym miejscu, idealnie dopełniając zgaszoną kolorystykę, w której biel ścian po lewej płynnie przechodzi w żółcie po prawej. Żółcie uzupełnione błękitem dachów i czerniogranatem nieba, całkiem inaczej namalowanymi po lewej, gdzie żółtym jest niebo, a dachy z kolei ku zieleniom i brązom zmierzają. A listwa… Jakby była tam zamierzona od początku, by stanowić granicę cienia w tym pejzażu.

Po prostu pięknym miejskim pejzażu.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9